Pobierz opis usługi Skontaktuj się z nami
Caspar

Aktualności

28.08.2014 W cieniu sankcji

Na zdjęciu: Błażej Bogdziewicz, Wiceprezes Caspar TFI SA; Andrzej Miszczuk, Główny Strateg F-Trust SA

 

 

Z Andrzejem Miszczukiem, Głównym Strategiem F-Trust i Błażejem Bogdziewiczem, wiceprezesem Caspar Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych, o wojnie na wschodzie Europy i sankcjach nałożonych na Rosję, rozmawia Piotr Gajdziński

 

Czy sankcje wywołane agresją Rosji na Ukrainę powinny wzbudzać niepokój inwestorów?

 

Błażej Bogdziewicz:Sankcje oczywiście negatywnie przekładają się na gospodarkę, to znaczy hamują wzrost gospodarczy w Europie, także w Polsce i oczywiście przede wszystkim w Rosji. Ale moim zdaniem bezpośrednie przełożenie na gospodarkę nie jest bardzo duże, bo zakres tych sankcji jest ograniczony. Co innego ich psychologiczny efekt. Ten wydaje mi się znacznie poważniejszy. Po prostu firmy zadają sobie dzisiaj pytanie, co się wydarzy w przyszłości i wstrzymują się z inwestycjami. Widać to w danych gospodarczych. Informacje, które napłynęły za pierwsze półrocze tego roku były generalnie dobre, ale dane za drugi kwartał były już niestety słabe. Wskaźnik PMI, pokazujący aktywność gospodarczą, też jest ostatnio w wielu krajach poniżej oczekiwań. Nie tylko zresztą w tych państwach, które są najbardziej uzależnione od rynku wschodniego, co jest najlepszym dowodem, że najważniejszy wymiar sankcji ma charakter psychologiczny. Ale nie powinniśmy się temu dziwić. Oznaki ożywienia z pierwszego półrocza były jeszcze słabe, teraz mamy wojnę i sankcje. W tych warunkach o popadnięcie w pesymistyczny nastrój nietrudno.

        Ale od sankcji ważniejszą przyczyną złej sytuacji wydaje mi się inercja europejskich przywódców, którzy nie bardzo garną się do przeprowadzenia głębokich reform strukturalnych w gospodarce. Potrzebna jest w tej dziedzinie znacznie większa mobilizacja.

 

Andrzej Miszczuk:Zgadzam się, że w tych sankcjach jest duży ładunek psychologiczny. Jak zmieni się rzeczywista sytuacja gospodarcza w Europie w wyniku sankcji na razie trudno powiedzieć. To jest jak z górskim potokiem – zatamujesz jego koryto, to woda znajdzie sobie nowe. Jestem pewien, że towary z Zachodu na Wschód i ze Wschodu na Zachód nadal będą płynęły. W tym kontekście mówi się o Białorusi, o Turcji, padła też nazwa Serbii.

        Ale element psychologiczny może się odbić na giełdach. Zamknięcie trzech moskiewskich restauracji McDonaldsa nie ma większego znaczenia dla kondycji tego globalnego koncernu, ale bez wątpienia wpływa na jego postrzeganie przez inwestorów.

        Odłożyłbym dzisiaj na bok problemy strukturalne, które trapią Europę. Interesuje mnie to, co się dzieje między Rosją i jej handlowymi partnerami. Wydaje mi się, że z gospodarczego punktu widzenia efektywny wpływ sankcji na naszą gospodarkę nie będzie duży. Pytanie, jak ustawią się teraz polskie spółki, które były obecne na rosyjskim rynku. Chodzi o to, że Putin zapowiedział po wprowadzeniu zachodnich sankcji budowę lub rozbudowę wielu rosyjskich gałęzi przemysłu, najgłośniej mówiono o przemyśle spożywczym. Czy to się może udać? To wprawdzie mało prawdopodobne, ale warto pamiętać, że po objęciu władzy przez bolszewików w 1917 roku i wprowadzeniu sankcji wobec Rosji, od podstaw zbudowano wiele gałęzi przemysłowych. Czy w dzisiejszym świecie można ten manewr powtórzyć? Na pewno byłoby to bardzo trudne, ale być może nie jest niewykonalne. Co wówczas z polskimi firmami nastawionymi na eksport za wschodnią granicę? Byłyby one zmuszone do szukania nowych rynków. Być może byłoby to więc dla nas, w dłuższej perspektywie, korzystne, bo czas, aby Polacy zaczęli myśleć globalnie. Na razie nauczyliśmy się myśleć w kategoriach Europy, idzie nam to przyzwoicie, ale Europa to za mało. Trzeba nam myślenia globalnego.

 

Mówisz o myśleniu globalnym. Może w ten sposób powinni przede wszystkim myśleć inwestorzy i zainteresować się funduszami, które inwestują w Azji, Stanach Zjednoczonych, w Ameryce Południowej.

 

Andrzej Miszczuk:Twoje pytanie sugeruje, że na razie tak nie myślą. A to nieprawda, co widać choćby po klientach F-Trust. Nasza spółka ma bardzo bogatą ofertę funduszy globalnych i inwestorzy coraz chętniej z niej korzystają. Sprzedajemy przecież i fundusze inwestujące w Chinach, Japonii, w Stanach Zjednoczonych, w Ameryce Południowej.

 

Błażej Bogdziewicz:Trzeba dywersyfikować inwestycje, to jest rzecz, którą my powtarzamy od lat i przy każdej sposobności, aż do znudzenia. Dywersyfikacja jest zawsze ważna i zawsze zwiększa bezpieczeństwo.

        Moim zdaniem, dzisiaj sankcje w dużym stopniu są już w cenach. Spójrzmy na liczby. Rentowność pięcioletnich obligacji niemieckich znajduje się obecnie na poziomie 1%. Stopy dywidendy w takich państwach, jak Niemcy, Francja i Włochy będą w przyszłym roku, zdaniem analityków, na poziomie 4%. To wielka różnica. Widać, że akcje w stosunku do rynku długu są bardzo atrakcyjne, bo przynoszą czterokrotnie większy dochód. Nawet gdyby się okazało, że wyniki spółek będą jednak gorsze niż się dzisiaj zapowiada i trzeba będzie obniżyć stopę dywidendy, to mało prawdopodobny jest czterokrotny spadek wartości dywidendy. Oczywiście jeśli nie będzie III wojny światowej, bo ona zmieniłaby wszystko. Ale mimo całej nieprzewidywalności Putina, najczarniejszy scenariusz moim zdaniem nie wchodzi w grę. Rosja w tej całej awanturze dużo traci i jestem przekonany, że w pewnym momencie Putin podejmie decyzję o jej zakończeniu. Oczywiście, będzie chciał osiągnąć jakieś swoje minimalne cele, wyjść z tego z twarzą, ale do zakończenia tej nieszczęsnej i niestety tragicznej eskapady w końcu dojdzie. Kiedy? Nie wiem, ale wiem, że wojna światowa byłaby kompletnie nieracjonalna.

 

Andrzej Miszczuk:Twoje pytanie było zarazem odpowiedzią – tak, inne kierunki, wyjście poza Europę. Nie zgadzam się z tym, co mówił Błażej na temat rynku europejskiego. Tutejsze giełdy mogą jeszcze skorygować.  Bo to prawda, że ceny akcji są w tej chwili niskie, a dywidendy wysokie, ale psychologicznie inwestorzy są w trudnej sytuacji. Chcę też zwrócić uwagę, że dziś nawet Niemcy, ta modelowa europejska lokomotywa wzrostu gospodarczego na naszym kontynencie, zwalnia.

        W Europie mamy dwa rodzaje spółek. Te, które prowadzą biznes lokalny i nimi nie chciałbym się teraz zajmować. Uwagę należy poświęcić spółkom mającym swoje siedziby w Europie, ale działającym globalnie. Szwajcarskie firmy farmaceutyczne, banki, koncerny chemiczne – one nie powinny ucierpieć w wyniku wojny na wschodzie Europy i wynikających stąd sankcji. Nie chodzi oczywiście tylko o firmy szwajcarskie, bo to samo dotyczy holenderskich, niemieckich, francuskich. Chodzi o model biznesowy, który obejmuje nie tylko jeden kontynent, ale cały świat. Jeśli osłabi się euro, co jest dość prawdopodobne, to ich biznes będzie jeszcze lepszy. W moim przekonaniu duże spółki europejskie powinny stać się obecnie przedmiotem szczególnej uwagi inwestorów.

 

Błażej, co Ty na to? Zarządzasz subfunduszem inwestującym przede wszystkim w Europie Środkowej i Wschodniej.

 

Błażej Bogdziewicz:Zawsze podkreślam wagę dywersyfikacji, niezależnie od wyczynów Putina. Dywersyfikować trzeba zawsze i bezwzględnie, już o tym dzisiaj wspominałem.

        Awantura na wschodzie zdążyła już, moim zdaniem, zaszkodzić. Ona jeszcze potrwa, bo trudno uwierzyć, że nagle Putin zmieni się w gołąbka pokoju. Nikt w takie cuda nie wierzy. Ale ta wojna i sankcje są w dużym stopniu w cenach, bo wielcy inwestorzy już z europejskiego rynku wyszli. Kapitał jest bardzo racjonalny i nigdy nie czeka na cud. Kto miał się przestraszyć, ten już się przestraszył. Do tego dochodzą gorsze dane makroekonomiczne napływające z Europy.

        Myśląc o europejskiej gospodarce obawiam się czegoś innego. Tego mianowicie, czy tutejsze rządy nie są wystarczająco zdeterminowane, aby przeprowadzać kolejne trudne reformy strukturalne. To nie zależy od Putina, ale od rządów poszczególnych państw.

 

Twierdzisz, jak rozumiem, że politycy europejscy potraktują agresję Putina na Ukrainę i sankcje jako wygodny pretekst do ucieczki przed dużo trudniejszą bitwą niż konflikt na wschodzie – przed reformami.

 

Błażej Bogdziewicz:Konflikt na Wschodzie jest niewątpliwie ogromnym wyzwaniem dla państw europejskich, ale oczywiście niejednym. Z powodów politycznych i społecznych reformy gospodarcze mogą być dla wielu rządów poważniejszym wyzwaniem. O ile wojna na Ukrainie nie może wysadzić z fotela Hollanda, Merkel lub Tuska, to reforma na przykład rynku pracy – jak najbardziej. Oczywiście, bądźmy sprawiedliwi, te reformy są w wielu europejskich państwach wprowadzane, ale zdecydowanie zbyt wolno i w zbyt małym zakresie.

 

Ta wojna się skończy, skończą się sankcje. Obawiam się jednak, że skutki tej sytuacji będziemy na Starym Kontynencie odczuwali jeszcze bardzo długo. Bo inwestorzy dojdą do wniosku, że Europa jest niestabilnym kontynentem, że bezpieczniej inwestować w Azji lub Ameryce. I my będziemy zmuszeni dusić się we własnym sosie. Tym bardziej niesmacznym, że bez odważnych reform gospodarczych.

 

Andrzej Miszczuk:Masz rację, podzielam te obawy. Do tego dochodzi jeszcze bardzo poważny problem starzejącego się społeczeństwa w Europie. Od lat cały świat trąbi o tym problemie w Japonii, ale on jest coraz bardziej widoczny również w naszej części świata. I ta sytuacja będzie się chyba pogłębiała, bo w wyniku kryzysu w Europie do władzy dochodzą partie prawicowe przeciwne imigrantom. Tymczasem przez lata imigracja niejako niwelowała kiepskie wyniki demograficzne. Jeśli zahamujemy napływ imigrantów, to problem złej demografii rozbłyśnie z całą jaskrawością, a wzrost gospodarczy w tej części świata będzie rachityczny. Z czego Europa będzie płaciła emerytury swoim obywatelom? To jest problem nie tylko Polski, nawet nie przede wszystkim Polski, bo dotyczy również na przykład Francji.

        Ameryka, Azja, ale także wielkie fundusze europejskie, będą coraz bardziej postrzegały Stary Kontynent jako region ryzyka. Łatwiej, bezpieczniej, będzie pójść do Azji, USA i Ameryki Łacińskiej niż zostać w tej części świata. Bo tam i sytuacja polityczna jest stabilniejsza, i dane demograficzne zachęcające, i wreszcie wyższy jest wzrost gospodarczy. A jeśli już będą inwestowali w Europie, to w wielkie spółki, które mają globalny biznes.

        Kraje Europy Środkowej mają w tej sytuacji pewną przewagę nad państwami Starej Europy. Tutaj pewne reformy zostały wymuszone w latach dziewięćdziesiątych, nie dało się ich uniknąć. Technologia w wielu wypadkach jest w tej części kontynentu, wbrew pozorom, lepsza niż w Europie Zachodniej. Widzę to w urzędach, widzę w spółkach, w mentalnym nastawieniu młodych ludzi zarządzających firmami. Warto zwrócić uwagę, że w Europie Środkowej wiek kadry menadżerskiej jest znacznie niższy niż na Zachodzie, a to napawa optymizmem.

 

Błażej Bogdziewicz:Zgadzam się jeśli chodzi o kwestie strukturalne, bo rzeczywiście w Europie Środkowej społeczeństwa mają mniejsze oczekiwania i są w stanie zaakceptować głębokie reformy. W wielokrotnie tu dziś przywoływanej Francji, albo we Włoszech o zgodę na reformy znacznie trudniej, bo tam wielkie przywileje wielu wpływowych grup społecznych są bardzo duże i one mają wystarczającą siłę, aby reformy zahamować. A tymczasem, mówiąc brutalnie i zupełnie wprost, innej drogi nie ma.

        Zgadzam się też z Andrzejem, gdy mówi o dużych europejskich spółkach działających globalnie. Ale chciałbym wprowadzić tu pewną korektę, bo w mojej ocenie w Europie jest też bardzo dużo mniejszych spółek, firm średniej wielkości, które również działają globalnie. Z punktu widzenia człowieka inwestującego w akcje jest bardzo ważne, że w naszej części świata są nie tylko giganci, ale również mniejsze spółki, bardzo kreatywne i dynamiczne, które świetnie sobie radzą na globalnym rynku. Lubię takie spółki.

 

Dyskusję prowadził Piotr Gajdziński

25.08.2014 Kalifat nie zagrozi Turcji

U granic Turcji powstało nowe, agresywnie ekstremistyczne państwo – Islamskie Państwo Iraku i Lewantu. Nic jednak nie wskazuje, aby ten nowy twór mógł zagrozić tureckiemu wzrostowi gospodarki, wzmocnionemu niedawnym zwycięstwem Erdogana w wyborach prezydenckich.

 

Samo powstanie nowego państwa islamskiego wywołało wściekłość Zachodu, ale uwagę opinii publicznej zwróciło dopiero morderstwo amerykańskiego dziennikarza. Egzekucja została nagrana, wyemitowana i opatrzona komentarzem, że każdy kto będzie stanowić zagrożenie dla powstającego właśnie kalifatu podzieli los James’a Foley’a. „Nie przestaniemy, dopóki nie zaspokoimy głodu waszej krwi” – list o takiej treści bojownicy wysłali do rodziny dziennikarza. Dla skrajnych islamistów tak właśnie wygląda konflikt: chciwy i bezbożny Zachód atakuje wyznawców Allacha, bo chce ropy z ich ziemi.

 

Kalifat powstał między północnym wschodem Syrii, północnym zachodem Iraku i południem Turcji. Ten teren jest bogaty w ropę i jak ogłosiło MI6, brytyjska służba wywiadowcza, bojownicy nie zniszczyli szybów ropociągowych. Wręcz przeciwnie – według obliczeń wywiadu zarabiają na ropie ponad 1mln euro dziennie. Dzięki temu mają środki do prowadzenia wojny, ale część przeznaczają na coś zupełnie innego.

Brytyjczycy twierdzą, że ekstremiści stawiają agregaty prądotwórcze i doprowadzają energię do domostw biednych wieśniaków, którzy wcześniej mogli o tym jedynie marzyć. Oprócz tego zaopatrują ludność cywilną w leki oraz rekrutują spośród niej kolejnych żołnierzy. Bitwa o ich serca zdaje się być, z perspektywy bojowników, wygrana.

 

Londyn informuje, że islamiści czerpią pieniądze ze sprzedaży ropy. Ta wędruje z kalifatu przede wszystkim do Turcji i dopiero stamtąd rozpływa się po świecie. Jak to rozumieć? Czyżby Ankara zwariowała i zaczęła nie tylko negocjować, ale i handlować z terrorystami? Trudno powiedzieć czy ta informacja jest prawdziwa. Do tego typu rewelacji należy podchodzić z dużą rezerwą. Wszyscy pamiętamy, że poprzednim razem, gdy Zachód szykował się do inwazji w tym regionie, w Iraku znaleziono broń chemiczną, która nigdy nie istniała. Jak mówi filozof Slavoj Žižek: „Współcześnie trzeba bardzo uważać, by nie znaleźć na swoim terenie ropy, inaczej można skończyć z amerykańską misją pokojową”. Być może coś w tym jest?

 

Stany Zjednoczone już zaczęły bombardowania terenu zajętego przez fanatyków, a wśród światowych liderów słychać głosy, że nie uda się rozwiązać tego konfliktu bez desantu wojsk lądowych. Czy Zachód ponownie wkroczy na Bliski Wschód?

 

Czy niepokoje wokół tureckiej granicy wpłyną na zaufanie inwestorów co do bezpieczeństwa ich inwestycji? Czy zagraniczny kapitał odwróci się od Ankary powodując problemy w gospodarce? Raczej nie.

 

Większość inwestycji w Turcji omija zagrożony region i skupia się w zachodniej oraz centralnej części kraju. Poza tym, niepokoje nad turecką południową granicą to nic nowego. Wojna domowa w Syrii trwa w najlepsze od lat i choć to tragiczne, świat już się do niej przyzwyczaił.

Zatem możemy się spodziewać pewnego poruszenia na tureckiej giełdzie, ale prezydent Erdogan zrobi wszystko, by uspokoić inwestorów. W końcu armia turecka to pod względem liczebności druga siła w NATO, a jak pokazała sytuacja z 2011 roku, jeśli prezydent poprosi o możliwość wypowiedzenia wojny, parlament z radością jej udzieli. Zresztą sam Erdogan chętnie z pewnością skorzysta z „okazji do wojny”, bo przecież nic tak nie zagłusza krytyków, jak ogólnopatriotyczne wzmożenie wywołane działaniami zbrojnymi.

 

Co się stanie jeśli Brytyjczycy i Amerykanie zdecydują się na inwazję lądową? Trudno powiedzieć, ale też nie sposób uwierzyć, że Turcja w ten lub inny sposób nie weźmie w niej udziału. Można przypuszczać, że Ankara odrobi lekcję i przygotuje się do propagandowo (i nie tylko), by zapewnić inwestorów, że nie ma powodów do obaw.

 

Jakub N. Gajdziński

Stambuł.

 

Tekst wyraża wyłącznie poglądy autora.

20.08.2014 Sprawa OFE rozstrzygnięta

Przynajmniej na jakiś czas, bo cały czas czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Na razie w Otwartych Funduszach Emerytalnych pozostało znacznie więcej osób niż zakładał rząd. Inwestorzy giełdowi mogą odetchnąć.

 

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zakończył wielkie liczenie. Okazało się, że w Otwartych Funduszach Emerytalnych pozostało 2 mln 564 tys. 72 osoby. To 18,3% z 14 mln dotychczasowych członków OFE. Ważne jednak, że większość z nich to ludzie bardziej zamożni, płacący o około 40% wyższą składkę niż przeciętna. Szacuje się, że do Funduszy będzie wpływało ponad 25% dotychczasowej składki, czyli około 3 mld zł. Ważne także, że to więcej niż zakładano. Jeszcze na początku sierpnia 2014 roku Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS, twierdził, że w OFE zostanie mniej więcej 1,7 mln osób.

 

Z wstępnych informacji wynika, że w OFE zdecydowały się pozostać przede wszystkim osoby mające dzisiaj 30-40 lat, lepiej wykształcone i osiągające wyższe dochody.

 

Otwarte Fundusze Emerytalne pozostają w grze. Ale nie oznacza to zachowania status quo. Wielu ekonomistów jest zdania, że OFE zaczną się łączyć, a niektóre wycofają się z rynku. W efekcie, jak się szacuje, na placu boju pozostanie nie więcej niż sześć Funduszy.

 

Ale tak czy inaczej, system emerytalny w Polsce będzie się opierał przede wszystkim na Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Dzisiejsze prognozy mówią, że w niedalekiej przyszłości ZUS będzie miał spore problemy z wypłatą świadczeń. Na razie nie wiadomo, czy rząd zamierza stworzyć ulgi dla osób chcących oszczędzać na przyszłą emeryturę. A takie ulgi są niezbędne.

 

Następnym aktem batalii o OFE będzie wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Ustawę w tej sprawie, już po podpisaniu, wysłał do Trybunału prezydent Bronisław Komorowski. Z informacji mediów wynika, że TK dysponuje kilkoma ekspertyzami w tej sprawie. Bodaj najbardziej krytyczna jest ekspertyza Prokuratora Generalnego, według którego zakaz reklam OFE narusza zasadę wolności gospodarczej i jest niezgodny z konstytucją. Na razie nie wiadomo kiedy zapadnie wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

 

Przypomnijmy, że niedawno Błażej Bogdziewicz, wiceprezes Caspar Asset Management SA tłumaczył, że w tej sytuacji Otwarte Fundusze Emerytalne „nie będą zmuszone do gwałtownej wyprzedaży akcji, ale też nie będą miały środków na istotne zwiększenie zaangażowania na polskim rynku akcji, który w coraz większym stopniu będzie zależał od zachowania inwestorów zagranicznych. Wiele też będzie zależało od decyzji zarządzających OFE, którzy mogą rozważać przesuniecie części kapitału z polskiego rynku akcji na rynki zagraniczne. Wydaje się że polski rynek akcji może być w przyszłości bardziej zmienny niż w ostatnich latach”.

PG

Caspar

O nas

Caspar Asset Management Spółka Akcyjna została zawiązana w dniu 3 sierpnia 2009 roku i na podstawie decyzji Komisji Nadzoru Finansowego z dnia 26 maja 2010 roku, prowadzi działalność maklerską w zakresie zarządzania portfelami, w skład których wchodzi jeden lub większa liczba instrumentów finansowych, zgodnie z art. 69 ust. 2 pkt.4 ustawy z dnia 29 lipca 2005 o obrocie instrumentami finansowymi (Dz. U. Nr 183, poz. 1538, ze zm., dalej: Ustawa).


Caspar AM powstał by zarządzać aktywami swoich Klientów -  inwestując je na rynku kapitałowym w szczególności w akcje oraz papiery dłużne - jako alternatywa dla dużych instytucji zarządzających aktywami, wchodzących w skład skomplikowanych, często wielostopniowych struktur, grup kapitałowych. Na tle tych podmiotów, Caspar AM zachowuje niezależność w działaniu i elastyczność względem potrzeb Klienta.
 

 

Caspar

Filozofia

 

Caspar Asset Management w centrum swojego zainteresowania stawia Klienta. Celem Spółki jest realizowanie jego oczekiwań, a motywacją, odpowiednio skonstruowany system wynagrodzeń pracowników, który w znacznej mierze zależy od osiągniętych wyników inwestycyjnych.


Caspar AM dokonuje starannej selekcji spółek, opierając się na analizie fundamentalnej, największą wagę przywiązując do wartości spółki, jej perspektyw rozwoju oraz otoczenia rynkowego. W celu dokonania właściwego wyboru prowadzone są rozmowy z zarządami spółek, analizy otoczenia prawnego oraz ich modelu biznesowego.
 

Caspar

Oferta

 

Oferta Caspar AM skierowana jest do Klientów indywidualnych oraz instytucjonalnych, którzy posiadają nadwyżkę środków finansowych na poziomie co najmniej 1 mln PLN, nie chcą samodzielnie podejmować decyzji inwestycyjnych i wolą powierzyć środki profesjonalistom.

 

Proponowane przez Caspar AM strategie inwestycyjne skierowane są do dwóch grup Klientów. Tych liczących na ponadprzeciętne zyski, gotowych ponieść większe ryzyko – dla nich przygotowane zostały strategie agresywne, zakładające większe zaangażowanie w akcje. Drugą grupą są Klienci mniej skłonni do podejmowania ryzyka, dla których przygotowane zostały strategie: zrównoważona, stabilnego wzrostu lub bezpieczna. Ta ostatnia nie zakłada inwestycji w akcje.

 

Pobierz Opis usługi
Caspar

Kontakt

Caspar Asset Management S.A.

61-832 Poznań ul. Szkolna 5/13

caspar@casparam.pl

tel. +48 61 855 16 14


Formularz kontaktowy:


Skontaktujemy się z Państwem w ciągu 2 dni roboczych


Imię i nazwisko:
Telefon:
Wprowadz numer telefonu.
*
E-mail:
Wprowadz poprawny adres email.
*
Wiadomość:
CAPTCHA Image [ Zmień obrazek ]
Przepisz kod: *

* - pola obligatoryjne do wyboru

Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. Nr 133, poz. 883 z późn. zm.) podanie przez Państwa informacji jest dobrowolne, informacje te mogą być przetwarzane i wykorzystywane obecnie i w przyszłości tylko do celów marketingowych Caspar Asset Management Spółka Akcyjna. Wypełniając ten formularz, wyrażają Państwo na to zgodę. Informujemy, iż przysługuje Państwu prawo wglądu do swoich danych, ich poprawiania lub usunięcia. Administratorem danych osobowych jest Caspar Asset Management Spółka Akcyjna z siedzibą w Poznaniu.
Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Caspar Asset Management Spółka Akcyjna za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej, informacji handlowej w rozumieniu ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204 ze zm.).
Wyślij wiadomość
Caspar Asset Management S.A. z siedzibą w Poznaniu, ul. Szkolna 5/13, 61-832 Poznań, zarejestrowana w Sądzie Rejonowym w Poznaniu – Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu VIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 0000335440, NIP 779-236-25-43, REGON 301186397, kapitał zakładowy 1.972.373,00 PLN (wpłacony w całości).
zamknij W związku ze zmianą ustawy Prawo telekomunikacyjne Caspar Asset Management S.A. informuje, że w ramach witryny internetowej stosowane są pliki „cookies” głównie w celu tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób użytkownicy korzystają ze stron internetowych.
Korzystanie z witryny oznacza Państwa akceptację na otrzymywanie plików „cookies”.
W każdym czasie można zmienić ustawienia dotyczące plików „cookies”.
Więcej szczegółów w zakładce „Polityka plików cookies”.